Moja mama to czasami trochę panikuje...
Wczoraj w nocy bardzo mnie męczył kaszel.
Raz do mnie przyszła sprawdzić czy wszystko w porządku.
Po
jakiejś pół godzinie znowu przyszła i przyniosła mi chleba pokrojonego
na kawałki. Powiedziała żebym sobie żuła to mnie tak nie będzie męczyć.
Trochę mi przeszło.
Nie mineło 10 mniut znowu przyszła. -.- Sprawdzić czy wszystko w porządku...
Potem mi opowiadała jak to wyglądało z jej perspektywy:
Kaszle i kaszle... Pójdę zobacze czy czegoś nie potrzebuje...
*idzie, wraca*
No ciągle kaszle... Dam jej chleba może jej trochę przejdzie...
*idzie do kuchni, do mnie, wraca*
No przestała trochę... ... A co jak się udławi?
*słucha*
No nic nie słychać... Pójdę zobaczyć
*idzie, wraca*
A co ja robiłam?
Zdążyłam się dwa razy poryczeć, wysmarkać paczkę chusteczek i dojść do wniosku że moje życie jest beznadziejne.
potem pół nocy leżałam gapiąc sie w sufit i żując ten chleb
plus oczywiście cały czas kaszlałam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz